…mogą nam podawać piłki.

Jak każdy mam zdjęcia, które nigdy nie uciekają dalej niż moje oczy. Widzę je, zazwyczaj czegoś się czepiam, nie jestem zadowolony i foty lądują do szuflady. Niektóre mogłyby tam jednak zostać, ale trudno wrzucam tutaj dawkę takich fot, które miały nie wychodzić nigdzie dalej. Po prostu rozwaliłem kostkę, siedzę na dupie i się nudzę. Daleko nie sięgałem, bo tylko parę ostatnich rolek, więc wszystkie foty są nie więcej niż sprzed roku (niestety). Trochę Łodzi, trochę Krakowa i trochę Krakowa, a i parę zdjęć pomiędzy tymi miastami.

Tagged with:
 

Dużo ludzi na dużym zdjęciu. Najlepszy prezent jaki sobie zrobiłem na urodziny. Dziwne uczucie, że to już koniec mojego projektu. Aaa jak ktoś nie wiem to ostatnie foto z Rok Później. Pisałem o tym niżej, więc sobie podaruję co to. Dzisiaj mój dzień i jedyne co chcę robić to mieć wszystko gdzieś, a wam polecam popatrzeć na foto wyżej.  Kiknać na foto i ogarnąć detale jak chcecie podjarać się wielkim formatem. Prawie wszystkie, bo oryginał zajmuje 2,5 GB, a tutaj macie tylko 5000 px z 21k.

Co mnie bawi w zdjęciu? Kształtem jesteście jak Polska.

Tagged with:
 

Wiem, że będzie to dłuższy tekst. O czym? Jeszcze do końca nie wiem – wyjdzie w praniu. Coś z pogranicza ego trippin’. Postaram się przelać wszystko co chciałbym powiedzieć na tytułowe pytanie, którego tak nie znoszę, a na które na odpowiedź brak siły w palcach i zbyt starte klawisze na klawiaturze albo tchu by nie starczyło. Stworzę sobie łatwy odnośnik do wklejenia gdy po raz kolejny zadasz mi to pytanie. Nie będzie zdjęć, będzie dużo tuszu na białym tle. Czemu? Bo lubię pisać. A Ty jak nie lubisz czytać to masz problem.

Finisz. Coś się kończy, na szczęście nic nie pękło. Była zima, ale na ten sezon mam już jej dość. Nie dość, że żyjemy w trudnym kraju, gdzie przechodzień nie pozdrowi uśmiechem, bo to rzadkość na jego twarzy, nie licząc masek, to jeszcze na dworze witał mnie od października chłód i panująca wokół śmierć. Nie, to nie ludzie umierają, ale świat podczas zimy stygnie w nicości. Biało? Nie tym razem, pod podeszwami zamiast śniegu – błoto i masa śmieci. Randomowy człowiek na ulicy patrzy w nicość, smutek bije na kilometr od społeczeństwa, a dodatkowo cały ten klimat tylko gniecie rzeczywistość w mrozie, który przeszywa od palców stóp do czubka głowy na twarzy zostawiając sińce. Znajdź akronimy do spokoju, szczęścia i wolności, a będziesz mieć przed sobą obraz społeczeństwa. No ale… Dobrze, że wiosna zrobiła miłe powitanie (20 lub 21 marca – sprawa dyskusyjna, ale ważne że w końcu jest). Słońce grzeje, a ja ładuję baterię gdy tak chodzę skąpany w dawce witamy D i promieni, które się na mnie leją z nieba. Dnie spędzone na boisku do kosza – jest dobrze. Jak jest słońce to są i…

Okulary. Ciemne szkła nie po to, żeby widzieć mniej. Przeciwnie, żeby patrzeć więcej i nie spotykać spojrzenia, które jasno mówi „co się gapisz?!”. Jedną z podstawowych funkcji okularów, czyli bezproblemowe obczajanie przechodzących dziewczyn rozszerzyłem o wszystkich. Przyglądam się wam, kiedy wy tylko widzicie w szkłach swoje odbicie, więc może skorzystajcie z tego i też spójrzcie na samych siebie. Ta przestrzeń między ramkami, a oczami to moja strefa buforowa, gdzie nikt nie ocenia mojego spojrzenia i tego gdzie się patrzę. To wygodne. A jest na co patrzeć, wszyscy są ciekawi. Każdy mijający mnie człowiek ma swoje życie, swoje sprawy i ciągnie za sobą swoją historię. Nie staram się jej dociec, po prostu jestem jej świadomy. Zwracam uwagę na szczegóły, wyrazy twarzy, ubrania, zachowania i szukam odpowiedzi dlaczego ktoś robi to tak, a nie inaczej. Socjologiczne zapędy, a pomogło mi w tym to, że…

Zwolniłem. Gdzieś na wschodzie wierzą, że człowiek jest sumą oddechów. Kredyt na tlen, który dostałeś na początku i zrób z nim wszystko, póki ostatni raz nabierzesz powietrze do płuc. Miła teoria, przede wszystkim prosta. Nie podpisuję się pod całą, ale szanuję oddech. Oszczędzam też podeszwy, bo nie przebieram już nogami jak Korzeniowski. Zarzuciłem sztucznie narzucone tempo i teraz snuję się po ulicach powoli stawiając kroki, chłonąc więcej. Czemu sztuczne? Bo szczerze zadałem sobie pytanie dokąd się tak  zazwyczaj śpieszę – nie znalazłem odpowiedzi, bo nie znalazłem celu. Więc kiedy normalnie przeganiałem wszystkich to teraz w tym wyścigu przegrywam nawet z 80-letnią babiczką, która nawet nie goni po miejsce w autobusie. Całe to spowolnienie dało mi dystans i pozwoliło odbić się o krok do tyłu z wszystkim co mnie otacza, a co najważniejsze dało mi czas przyspieszyć z rzeczami, które są dla mnie ważne. A właśnie jak już o czasie mowa to spóźnia mi się…

Zegarek. Aktualnie z dzisiejszym wczorajszym przesunięciem czasu to już o godzinę i 5 minut. Jakoś nie mam zamiaru go przestawić (szczerze  to nawet nie mogę, bo odpadło mi pokrętło). Rzadziej na niego patrzę, co sprzyja akapitowi wyżej. W końcu czas i tak jest relatywny. Nawet powiem, że to wymysł naszej chorej próby uporządkowania tego, czego uporządkować się nie da – świata. Za grubo? Wiem nie idę w to dalej. Co zabawne w przeciwieństwie do zegarka, sam spóźniam się coraz mniej. Choć to dalej mój nawyk i grubo wykracza poza krajową normę. Magiczne zjawisko patrząc na to, że sekundy odliczają mi ostatnio tylko…

Bębny. Piszczałki, trąbki, sample i jak od zawsze, kiedy stałem się świadomym słuchaczem – gitary. Więcej instrumentów (o ile piszczałka nim jest) nie wymienię, bo a) nie widzę sensu i b) zamiast wiedzy muzycznej wolę po prostu cieszyć się tym co mi gra. Gra dużo, wszystko co przyjemnie drapie po korze mózgowej, wkręca się w uszy i regularnie kopie po dupie. Nie ograniczam się muzycznie, nie gardzę różnymi gatunkami, tylko cieszę japę jak głupi gdy mi coś dobrego przygrywa. Od tego głowa szybuje…

Wysoko. Chodniki znam już na pamięć, asfalt przestał mnie zaskakiwać dziurami, i te starty pasy. Nie wbijam już wzroku w stopy co zdarzało mi się robić. Ciekawe rzeczy zaczynają się od poziomu prostego spojrzenia i wzwyż. Przyszło nam wierzyć, że patrzeć w przód to patrzeć w przyszłość. Tym razem lekcja starych wierzeń z Afryki. Oto pewne plemię mówi inaczej, przeszłość jest przed nami, bo ją doskonale widzimy. Za to przyszłość dokładnie po przeciwnej stronie twarzoczaszki, tam gdzie świat jest dla nas niewidoczny. Nie da się zaprzeczyć, więc tego nie zrobię. Za to patrzę w górę, bo te 45* odchylonej głowy jest zawsze trochę bliżej przyszłości. Natomiast idealną retrospekcję daje mi…

Rok później. Największy dokument jaki zrobiłem, bo o swoim życiu, o sytuacjach i ludziach, z którymi na szczęście skrzyżowały mi się w życiu drogi. Robiłem to głównie dla was, żeby widzieć jak się wkurzacie, że musicie czekać rok, żeby zobaczyć zdjęcie. Po roku już o tym nie pamiętacie, nie macie pojęcia jaki to był dzień, aż nagle widzicie siebie. Wracają wspomnienia, cofacie się o rok i później mówicie mi, że zajebiście było się zobaczyć. Tak to miało działać i dlatego jestem z tego taki szczęśliwy. Dla mnie natomiast to aktualnie dwa przeszywające się światy, zdjęcia sprzed roku, które zestawiam z tym co dzieje się w bieżącym roku – ciekawe doświadczenie. Projekt, który znaczy dla mnie dużo, a lada dzień się kończy – nie jestem w stanie uwierzyć, że dwa lata minęły tak szybko. I że do następnego będę czekać jeszcze 8 lat i 11 dni… Może to właśnie wizja zbliżającego się oczka (nie gangstera), ale 21 roku życia wbiła mnie w takie…

Przemyślenia. Jak nigdy nie byłem wylewny to właśnie powstał tekst tak otwarty jak wywalone drzwi na oścież. Teraz nie boję się napisać, że miesza mi się nostalgia z hedonistycznym podejściem do cieszenia się momentami. Zmęczenie M- ateriałem, iastem i onotematycznością, które potrafi zniknąć w chwilę, bym poczuł się jakbym dopiero co otworzył oczy na świat. A wszystko polane ogromną dawką optymizmu. Osiągnąłem stan pomiędzy, który nie ma nazwy i którego nie postaram się nawet nazwać, póki daje mi tak satysfakcjonujący balans.

Skoro już wiesz co u mnie, to może lepiej powiedz co u Ciebie.

 

Wpadło mi ostatnio w ręce mju I ( w sensie sypnąłem za niego złote, bo „darmo umarło”). Jako że mój ostatni kompakt zniknął w niewyjaśnionych, tureckich okolicznościach o 12.15 w nowy rok w centrum Berlina to wątpię żeby wrócił. Będę go zawsze pamiętać! Dobra, ale to nie ciągnę już wątku zaginionego aparatu, przewijam z powrotem do mju. Obiecałem sobie, że to na tyle fajny, mały bydlak to posłuży mi do czegoś więcej niż tylko zapis urwanego filmu z imprezy na filmie fotograficznym. Czasami są sytuację w których tylko kompakt się sprawdzi, rzeczy które na moment przykują moją uwagę i które w przepływie impulsu chcę sfotografować. Dlatego od teraz przy dupie zawsze noszę mju! Na razie dużo nie zrobiłem takich klatek, ale jako powitanie z prostymi snapshotami na blogu leci parę:

 

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.